Silny inwestor zamiast kredytu
1.6.2004

Fundusze venture capital dysponują ponad 13 mld zł na sfinansowanie pomysłów biznesowych. Ale wesprą tylko te, które dają gwarancję zysku.

Pomysł Adama Mocarskiego – dystrybucja sprzętu medycznego nie dla szpitali, ale dla zwykłych ludzi, na użytek domowy – był strzałem w dziesiątkę. Chętnych na kupno aparatów do całodobowego monitorowania ciśnienia tętniczego nie brakowało. Już po roku, by nadążyć z realizacją zamówień, jego firma Diagnosis musiała znaleźć środki na inwestycje: pół miliona złotych na zbudowanie ogólnopolskiej sieci sprzedaży. W lipcu 2003 r. rozpoczęli rozmowy z Podlaskim Funduszem Kapitałowym  (PFK), który w grudniu stał się udziałowcem Diagnosis.

PFK jest jednym z ponad 30 funduszy venture capital (vc), które inwestują w różnorodne przedsięwzięcia gospodarcze. Ich atutem jest to, że w przeciwieństwie do kredytu bankowego oferując kapitał, biorą na siebie również część ryzyka związanego z powodzeniem finansowanej inwestycji. Z drugiej strony, właśnie z powodu wyższego ryzyka fundusz vc dużo trudniej namówić na zaangażowanie pieniędzy. Przedsiębiorca musi skutecznie przekonać fund managera (zarządzającego takim funduszem) do tego, że strategia rozwoju spółki gwarantuje satysfakcjonujące zyski.

– Dla nas największą wartością Diagnosis są ludzie, znający na wylot branżę, a sukces, jaki odnieśli na Podlasiu, wskazuje na to, że mogą go powtórzyć na rynku ogólnopolskim – uważa Andrzej Parafiniuk, prezes PFK.

Poszukujących inwestora czekają twarde negocjacje.
Szacuje się, że w Polsce wartość aktywnego kapitału, jakim dysponują wszystkie fundusze venture capital, przekracza 13 mld złotych. Tyle właśnie mogą zainwestować w różne przedsięwzięcia. Jednak na finansowe wsparcie mogą liczyć tylko najlepsi.
– Średnio angażujemy się kapitałowo w co dziesiąte przedsięwzięcie – mówi prezes PFK. Przeciętnie selekcja jest znacznie ostrzejsza: tylko co setny projekt, z którym przedsiębiorcy przychodzą do venture capital, otrzymuje pozytywną rekomendację.

Fundusze zanim zdecydują się wyłożyć pieniądze, dokładnie prześwietlają wnioskodawcę. Sprawdzają umiejętności menedżerskie zarządzających firmą i ich doświadczenia. Równolegle oceniany jest prowadzony przez spółkę biznes. Działalność firmy powinna wyróżniać się jakimś wyjątkowym elementem, dającym jej przewagę nad konkurencją. Istnienie na rynku od kilku lat uwiarygodnia projekt, ale bez szans nie są również ci, którzy dopiero chcą zacząć. Tak jak Artur 

Dżagarow, który w funduszu Enterprise Investors pojawił się dwa lata temu. Miał tylko doświadczenia pracy w hurtowni leków i pomysł na stworzenie sieci aptek. Dostał 10 mln dolarów i teraz zarządza największą w kraju siecią Aptek 21. Dla przedsiębiorcy najważniejsze jest przekonać fundusz, że plan rozwoju firmy jest realny. Konieczny jest więc porządny biznesplan i prognozy zysku (fundusz zainwestuje tylko wtedy, gdy będzie przekonany, że na tym zarobi).

Zaprezentuj się jak najlepiej w każdym etapie rozmów.

Nawet jednak gdy przejdziemy z najwyższą notą wszystkie etapy selekcji, barierą nie do przeskoczenia może się okazać skala działalności firmy. Z reguły zagraniczne fundusze działające na warunkach komercyjnych nie chcą się angażować w projekty poniżej 5 mln dolarów.
– Koszty przygotowania, prowadzenia i wyjścia z inwestycji o wartości 1 mln dolarów i 10 mln dolarów są podobne, a ewentualny zysk w tym drugim przypadku jest wielokrotnie większy – tłumaczy to Piotr Tamowicz, ekonomista Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Dlatego działaniami na mniejszą skalę zajmują się tzw. fundusze z misją, inwestujące na przykład tylko na ograniczonym terenie lub w określoną branżę, często dofinansowane środkami publicznymi, z organizacji non-profit czy organizacji międzynarodowych. Do tego rodzaju funduszy obok Podlaskiego Funduszu Kapitałowego należą: Caresbac, Hals Fundusz Kapitałowy, Górnośląski Fundusz Kapitałowy czy Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych.

Dla niewielkich przedsięwzięć rozwiązaniem może się okazać program seed capital, finansowany z funduszy unijnych. Ponad 200 mln euro z tego programu jest przeznaczone, obok mikropożyczek, na stworzenie tzw. funduszy zalążkowych (seed capital), które miałyby wspierać kapitałowo małe i średnie przedsiębiorstwa. Koordynująca ten program Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ma dwa lata na jego wdrożenie.

Prywatne inwestycje mogą też wspierać indywidualni biznesmeni, tzw. bussines angels. W Polsce ich siłę szacuje się na 3-5 mld złotych. Działają na zasadach podobnych jak fundusze, tyle że w sposób niesformalizowany. Trudniej do nich dotrzeć, ale często okazują się bardziej elastyczni, jeśli chodzi o wymagania stawiane przed inwestycją. Przekonał się o tym Hubert Stępniewicz, kiedy dwa lata temu szukał pieniędzy na przejęcie i zainwestowanie w Hygienikę, producenta pieluch Bambino. Mimo że dobrze znał branżę venture capital (wcześniej sam zarządzał funduszem nowych technologii 3TS), przez pół roku nie mógł namówić żadnego vc na tę inwestycję. Uratował ją prywatny inwestor, którego przekonała strategia rozwoju przygotowana przez Stępniewicza. W ciągu roku spółka już zdołała podwoić swój udział w rynku pieluch.

Podpisałeś umowę? Będziesz stale monitorowany
Kiedy już fundusz czy inwestor jest przekonany do wejścia kapitałowego do spółki, pozostaje tylko uzgodnić umowę inwestycyjną. Z reguły fundusz obejmuje mniejszościowy udział w spółce, musi więc mieć zagwarantowany wpływ na firmę. Zwykle sprowadza się to do miejsca w radzie nadzorczej oraz szczegółowego kontrolowania sytuacji finansowej spółki. Przedsiębiorca musi być świadomy, że fundusz za wszelką cenę będzie chciał zrealizować ustaloną stopę zwrotu z inwestycji. Będzie więc zwracał szczególną uwagę na koszty i utrzymywanie dyscypliny finansowej.